Po przyjściu na świat pierwszego dziecka (jeszcze nie wiem jak jest po przyjściu kolejnych) relacje z partnerem są wystawione na nieustanne próby…

Relacje w związku na różnych jego etapach przechodzą swoje „metamorfozy”. Powrót z sali poporodowej do szpitala to początek długiej metamorfozy relacyjnej…

D. wpadł do szpitala do sali poporodowej po mnie i po Marcelinę.

Ja: Ogarnę siebie, a ty ogarnij nowego członka rodziny.

Zaczął od przewijania pieluchy… Guzdrze się jakoś… łupsss… pierwsza do wywalenia – mała olała ją w locie… łupsss… druga też do wywalenia – spotkał ją taki sam los jak pierwszą. Mój połóg zaczyna się gorzej niż myślałam – mąż nie potrafi przewinąć dziecka!

Ja: Dawaj ja ją przewinę, a Ty spakuj torbę.

D: A  to jest Twoja torba? Bierzemy to?

Życie level hard. Czyżby zapowiedź tego, że nasze relacje ulegną zmianie?

Nowa jakość weekendu

Jest weekend. Pijemy kawę. D. ma się zajmować dzieckiem w weekend. Mała domaga się uwagi (to „choroba” wszystkich niemowlaków)  i trzeba ją wziąć na ręce zabawić.

D. : Weź ją, ja muszę iść do ubikacji.

Ja: To idź z nią. Ja piję kawę. Też muszę chodzić do ubikacji między 7 a 17 od poniedziałku do piątku!

Pipa ze mnie.

Ja: Weź podłóż sobie pieluchę tetrową jak ją nosisz do odbeku.

D: Ona prawie nigdy nie ulewa.

Marcelina: Bleee…

Poszedł bełt na ojca. Nic to. Matka wypierze.

Basenowo…

Idziemy na basen z bobo. D. ma zakupić pieluchomajtki w automacie, a ja wejściówki.

Ja: Masz kartę?

D:  Nie, myślałem, że Ty zabierzesz.

Ja: Serio? Przecież trzymałeś plik z kartami przed wyjściem?! Dobra mam portfel. Masz te pieluchomajtki?

D: Wrzuciłem kasę, ale nie wyleciały.

Ja: To czego tak stoisz bezczynnie?!

Mózg mi wybucha w środku, ale milczę no bo w końcu miejsce publiczne – nie wypada ujawniać swoich zabójczych instynktów.

Samo życie…

Czytając to, czy też obserwując te (i wiele innych, podobnych) sytuacji z boku pomyśleć można: „Ale ten facet ma przesrane: przecież wiadomo, że pieluchy się nauczy przewijać, skąd ma wiedzieć, która torba jest żony, czy ona nie może dziecka wziąć na chwilę jak on idzie do WC, to jego dziecko zarzygało, a jej jeszcze coś nie odpowiada”. 

Ciekawe, czy panowie, którzy są na tacierzyńskim też robią się tak niecierpliwi dla swoich pracujących partnerek, czy to tylko my kobiety tak mamy przez hormony? Tego nie wiem, ale prawda jest taka, że przed posiadaniem dziecka też nie rozumiałam, dlaczego codzienne pierdołki zaczynają działać jak płachta na byka wśród matek. Nie wiedziałam, że tak zmienia relacje,myślałam, że ta relacja zawsze taka była. Obecnie sądzę, że jest to wywołane pewnym poczuciem niesprawiedliwości – facet nigdy nie będzie musiał przechodzić ciąży, obserwować jak jego ciało się zmienia, wychodzą rozstępy, przeżywać poród, wracać do formy (wcześniej wrócić do stanu użyteczności jako takiej), nie będzie karmić piersią, nie będzie mieć popękanych sutków, nie będzie przez rok wycięty z życia zawodowego i znacznie ograniczony w życiu towarzyskim… Wiadomo, że w niektórych z tych sytuacji można doszukiwać się plusów. Fakt, czy dostrzegamy te plusy, czy też nie, nie zmienia jednak tego, że facet tego nie doświadcza. On jest dumnym tatusiem, który obnosi dziecko na uroczystościach rodzinnych wprawiając w zachwyt wszystkie ciotki. A Ty na tych samych uroczystościach jesteś albo tą która jeszcze nie schudła po ciąży albo tą, która schudła już za dużo i wygląda jak cień…

Stare kontra nowe

Będąc w ciąży nie przewidywałam, że w raz z przyjściem na świat dziecka pojawi się tyle napięć i trzeba będzie na nowo definiować związek, docierać się, szukać wspólnej drogi w trójkącie. Wspólnej szczęśliwej drogi. Ludzie często sobie nie radzą we dwoje, a co dopiero w 3. O dziecku często mówi się, że to owoc miłości. Dzisiaj to sformułowanie nabiera dla mnie nowego znaczenia. Dziecko jest owocem miłości, ponieważ uczy Cię odnajdywania miłości do partnera, definiowania nowych Was, dziecko jest też owocem twojej miłości, ponieważ nieustannie leczy Cię z egoizmu, a jak uda mu się bardzo Cię wyleczyć to zbierzesz plon w przyszłości. 

A jak to wygląda u was? Czy może jestem jedyną matką wariatką?

Zapraszam też do zapoznania się z wpisem:

Macierzyństwo rozdzierające

Macierzyństwo rozdzierające

Close